
06-10.10.2006 - alpy, wysokie taury - wyprawa w celu zdobycia najwyższego szczytu austrii - grossglocknera (3798 mnpm)... poniżej widok na cel naszej wyprawy z parkingu w miejscowości kals am grossglockner (1324 mnpm), skąd zaczęliśmy naszą przygodę...





w końcu wyłania się cel wędrówki dnia - nasza baza noclegowa - schronisko studlhutte (2801 mnpm)...








...i niesamowicie jasna noc... aż nie chce się spać... a może to kwestia wysokości?

a tu już wschód słońca, równie piękny jak zachód...


pierwsze promienie słońca oświetlające szczyt charakterystycznego poprzez swój "czubek" kreuzwandspitze (3031 mnpm)...

pogoda dopisuje... wyruszamy...


grossglockner w pełnym słońcu zachęca do wspinaczki...

podchodzimy pod lodowiec kodnitzkees... zakładamy raki, wiążemy się w zespoły, czekany w rękę i idziemy... "wielki dzwonnik" czeka...


ostatni schron przed szczytem - erzherzog johann-hutte (3451 mnpm)... lekka zmiana wyposażenia, ostatni łyk ciepłej herbaty...




...atakujemy!


coraz mocniej wieje... śnieżny pył uderza o ubranie, wdziera się w nozdrza, utrudnia oddech... coraz wyżej i coraz bliżej...

lodowa przełączka pomiędzy klein i grossglocknerem... i widok na ścianę bloków skalnych dzielących nas od celu wyprawy - szczytu grossglocknera...



08.10.2006 ok. godziny 15.50 cała ekipa staje na szczycie... grossglockner zdobyty!

poniżej: marek, edyta, aga i ja, autorka wszystkich zdjęć - ania...

kilka chwil na szczycie i trzeba wracać... już późno... na lodowcu łapie nas zachód słońca... do studla wracamy o świetle czołówek...


sezon zimowy rozpoczęty - studlhutte zamknięte... poniżej winterraum, miejsce naszego drugiego noclegu...

pogoda nadal przepiękna... wykorzystujemy ten czas i wyruszamy na lekki spacer trekkingowy na pobliską schere (3037 mnpm)...



podchodzimy pod glocknerwand...


hmnnn... na grossglockner jeszcze wrócimy... może tym razem poprzez przepiękną grań studlgrat...?



czas wracać... ostatnie pamiątkowe zdjęcia przy studlhutte i winterraumie i schodzimy...








słodka nagroda w lucknerhaus... uhmmm...




...i ostatnie fotki na pożegnanie zrobione zza szyby samochodu...



